Log in

Wywiad: Co słychać u Gazzy? Rozmowa z Markiem Kubiszem

zdj. archiwalne z roku 2013 Rafał Sacha zdj. archiwalne z roku 2013

Osoby Marka Kubisza nie trzeba przedstawiać kibicom piłkarskim, szczególnie tym sympatyzującym za Szombierkami Bytom czy GKS-em Katowice. Dla tych nie wiedzących przypomnimy, że Marek Kubisz urodził się 27 lutego 1974 roku w Chorzowie. Piłkarską karierę rozpoczął w Stadionie Śląskim Chorzów. W 1991 roku został piłkarzem Szombierek Bytom. Od tego momentu przygoda z piłką  Marka Kubisza nabrała tempa. Następnymi klubami Marka Kubisza były GKS Katowice, Szczakowianka Jaworzno, Odra Wodzisław, Arka Gdynia, ponownie GKS Katowice, Unia Janikowo, Energetyk ROW Rybnik, GKS Jastrzębie, Ruch Radzionków, Leśnik Kobiór i na koniec ponownie Szombierki Bytom. Łącznie w I lidze Marek Kubisz zagrał w 189 meczach, strzelając 27 bramek. A co porabia teraz popularny Gazza? Oto zapytaliśmy samego Marka Kubisza…

 

Rafał Sacha: Co teraz porabia Marek Kubisz?

Marek Kubisz: Obecnie zamieszkuję już od kilku lat w Niemczech, we Freiburgu. Schwarzwald piękne okolice - SC Freiburg pod nosem, a więc śledzę w miarę możliwości Bundesligę. Poza tym pracuję, o dziwo myślałem, że potrafię tylko kopać piłkę, ale z czasem przekonałem się, że i mam jeszcze inne umiejętności i dosyć szybko połapałem o co chodzi w mojej pracy. Mianowicie konstrukcje aluminiowe, witryny wintergardeny, itd. Czas pokazał, że kilka rzeczy wyniesionych ze szkoły Huty Zygmunt przydaje się dzisiaj.

RS: Pamięta Pan dzień, w którym pierwszy raz kopnął piłkę na prawdziwym boisku?

MK: Pamiętam. Nieoficjalnie było to tak, przeskakiwaliśmy płot na boisko Szombierek i dopóki nas gospodarz nie przyświecił, to „harataliśmy w gałę” na płycie aż miło, a potem wiadomo w nogi, bo Pan Gerard pobłażliwy nie był i z solidnym kijem ganiał amatorów grania na płycie. Co zaś do legalnego kontaktu z dużym boiskiem to jako 7 czy 8 latek doszliśmy do finału dzikich drużyn i on właśnie na owej płycie był rozegrany. Wtedy pierwszy raz mogłem ganiać na niej do woli. Boże,  jakież te boisko wydawało mi się wtedy duże...

RS: Zaczął pan trenować w szkółce Stadionu Śląskiego. Czy przypuszczał Pan wtedy, że tak potoczą się Pana losy i że będzie Pan występował w tylu klubach?

MK: Do Stadionu Śląskiego dostałem się za namową trenera Henryka Wieczorka. Trenowałem już z pierwszą drużyną Szombierek, która była wtedy w 1 lidze (dzisiaj Extraklasa), ale w składzie nie było dla mnie jeszcze miejsca, więc trener uznał, że lepszym rozwiązaniem jest Stadion Śląski, gdzie będę walczył z rówieśnikami z Górnika, GKS-u czy też Ruchu. Muszę od razu powiedzieć, że był to bardzo dobry pomysł. Poznałem świetnych chłopaków, super ludzi i tworzyliśmy tam serio dobra pakę, na dodatek grywaliśmy na płytach Stadionu Śląskiego jak i wielu ligowych stadionach, co daje młodemu chłopakowi zawsze kopa. Jako widz oglądałem tutaj np. Chrisa Waddle-a, Hugo Sancheza i innych wielkich piłkarzy, a potem sam tu zagrać wychodzę, więc wiadomo nie było lipy. Co do dalszych losów to nawet nie snułem żadnych planów w tym czasie.

RS: W którym klubie czuł się Pan najlepiej i wspomina go z łezką w oku?    

MK: Każdy klub ma coś do zaoferowania. Każdy klub ma dobre i złe strony. Na przestrzeni lat w GKS Katowice stworzyła się taka paka, że jak teraz pomyśle jaką mieliśmy drużynkę Świerczewski, Tkocz,  Pęczak, Szala, Dudek, Bała, Muszalik, Moskała, Sznaucner, Gajtek i wielu innych mógłbym tu wymieniać bez końca. Mimo, że bieda była aż piszczało, 9 piłek do treningu, brak cieplej wody - zimą jak wychodziłem spod prysznica, to siny z zima byłem, ale na trening aż chciało się jechać, nie wspominając już o meczu. Debiutowałem w Extraklasie wprawdzie w Szombierkach, ale to w Katowicach odegrałem znaczącą rolę. Mam miłe wspomnienia z każdego klubu w którym grałem, ale są i wspomnienia mniej miłe....te może pominę, bo szkoda na nie strzępić gęby…

RS: Pana lewej nogi bali się wszyscy bramkarze, mógł Pan „wiązać nią krawaty”…

MK: No i tu ździwko, bo ja ogólnie to prawonożny jestem, ale....jak zobaczyłem na meczach Szombierek co wyprawiał lewą noga Zenon Lissek, to spać nie mogłem po nocach i od rana obijałem garaże sąsiadów piłką ładując z lewej ile wlezie, aż w końcu lewa zaczęła całkiem dobrze funkcjonować. Potem już nie robiło mi różnicy i jak piłka przyszła, tak uderzałem.

RS: Pamięta Pan swój najlepszy mecz w karierze?

MK: Hmm, nie wiem nie mam takiego. Kilka meczy zagrałem na pewno całkiem niezłych, co i w prasie i w środowisku piłkarskim znalazło jakieś odbicie. Były takie mecze, w których wszystko wychodziło i były takie, że najlepiej gdybym się sam wyciął i musiał zejść z boiska hehehe…

RS: Jakby Pan porównał klimat Szombierek Bytom od momentu kiedy Pan zaczął tam grać i kiedy Pan skończył?

MK: Można powiedzieć, że to dwa różne kluby. Kiedy zaczynałem wchodząc do drużyny jako najmłodszy obowiązywała hierarchia. Jak szedłem na trening, to wyglądałem jak jelcz z przyczepą. Piłki, pachołki, itd. Wszystko musiałem ogarniać. Nie sprawiało mi to problemu żadnego - kanapki jeszcze bym im robił – wszystko, by tylko móc z nimi trenować. Byłem wniebowzięty. Co też trzeba podkreślić, klub był wtedy dobrze zorganizowany. Nie był to klub pokroju Górnika czy Legii, ale już na boisku niejednokrotnie okazywało się, że charakter tych mniejszych jest przeogromny. Świetna ekipa !!! Dziękuje Wam Chłopaki!!! Co zaś do klubu w którym kończyłem, to praktycznie z prezesem,  kilkoma ludźmi filarami, budowaliśmy go trochę od nowa, tzn. drużynę, wizerunek itd. Warunki zupełnie inne niż lata wcześniej. Cele też zupełnie inne, co nie oznacza, że po szatni nie przechadzał się dawny duch. Suma summarum stworzyliśmy bardzo dobrą ekipę i awanse były kwestią czasu. Trzeba tu też oddać klubowi, że pozostawiony sam sobie bez żadnej pomocy, ledwo wiązał koniec z końcem, ale to temat wiadomy nie od dzisiaj…

RS: Śledzi Pan rozgrywki ligowe w Polsce, szczególnie te na niższym poziomie? Jak Pan myśli czy np. GKS Katowice ma szansę w końcu awansować do Ekstraklasy i czy Szombierki awansują do 3 ligi?

MK: Co do Szombierek to mam na bieżąco zawsze info, bo jak nie koledzy to prezes zawsze o wyniku mnie poinformuje. Czy jest szansa awansu do 3 ligi? Oczywiście, że jest i to bardzo realna, tylko pytanie co dalej? Trzecia liga to już wydatki o wiele większe niż 4 liga, a z pustego Salomon nie naleje. Sternicy w mieście klubu nie rozpieszczają, a o sponsora też nie łatwo, więc odpowiem tak, awans jak najbardziej w zasięgu, ale co po awansie tego nie wie nikt - jak to kiedyś pięknie Pan Bohdan Łazuka śpiewał . Co do GKS Katowice to co roku słyszę awans itd. Nie wiem, nie jestem na miejscu, tylko z relacji z internetu, czy też znajomych mam info, ale coś tam na pewno nie jest tak, skoro ten awans się wymyka co roku. Myślę, że trzeba ścisnąć d..e, może mniej o tym gadać, a więcej robić i bardziej zdeterminowanym być. Może się też mylę, ale to takie moje odczucie.

RS: Na Śląsku jest Pan wspominany bardzo dobrze. Chciałby Pan coś przekazać za naszym pośrednictwem Kibicom?

MK: To miłe, jak czasem ktoś po latach rozpozna, zapyta jak się wiedzie itd. Spotykam się do dzisiaj z takimi zrachowaniami. O dziwo przyjeżdżając do Freiburga podszedł do mnie chłopak w sklepie i mówi cześć Marek, co ty tu robisz? Ja w szoku jestem… 4 dni we Freiburgu, a tu gościu jakiś do mnie gada - kibic jak się okazało na GKS jeździł. Przyjaźnimy się i gramy w piłkę czasami razem od tamtego czasu. A z przekazem dla kibiców…Pozdrawiam tych co na dobre i na złe, bo kibicem się jest, a nie się bywa…

RS: Czy Marek Kubisz dziś czegoś żałuje, czy jednak jest zadowolony ze swojej przygody piłkarskiej?

MK: Dobre pytanie… Czego żałuje? Może tego, że czasami miałem styczność z ludźmi z którymi styczności nigdy bym nie chciał mieć, a nie miałem na to wpływu i tu wypada pożałować jedynie mojego straconego czasu. Natomiast zdecydowanie mogę powiedzieć, że piłka i wszystko co z nią związane dała mi tyle radości, że żałować tego czasu po prostu nie można. Wspólne treningi, obozy, mecze, tego nikt mi nie zabierze. Wspaniale chwile!!!

RS: Czy Marka Kubisza zobaczymy jeszcze na polskich boiskach?

MK: W miarę mojego czasu i możliwości staram się ruszać ile tylko mogę, więc zawsze szukam okazji do gry w piłkę. Z resztą mamy tu też niezłych ludzi do gry, min. z Widzewa czy Piotrkowi, ale jak tylko  jestem w Polsce, to grywam z Oldboyami Szombierek. Drużyna prowadzona do niedawna przez niedawno zmarłego mojego pierwszego trenera Stanisława Bykowskiego.  Jak zawsze jestem pod telefonem, gdy ktoś ze znajomych chce „haratnąć w gałę”. Tym akcentem pozdrawiam Wszystkich z Freiburga - trzymajcie się!!!

RS: Dziękuję za rozmowę i życzę wszystkiego dobrego.

 


Źródło: własne

 

 

 

 

Media

Ostatnio zmienianypiątek, 23 luty 2018 20:04

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.